Ostatnie półtora roku to dla Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie czas wchodzenia na ścieżkę bardzo konkretnych, namacalnych wręcz, działań i procesów. Wbrew pozorom nie jest to dla naszego środowiska nowość, bo choć przez minione 30 lat – wiele energii poświęciliśmy na kształtowanie, wychowanie i wzmacnianie dzieci, młodzieży, rodzin, członkiń i członków naszego środowiska, to zaangażowanie na rzecz drugiego człowieka będącego w potrzebie zawsze było w KIK-owskim DNA i w naszej duchowości. Tego nas uczyli i to nam zostawili nasi założyciele i poprzednicy, choćby wspomniany wcześniej Henryk Wujec. W tym procesie, tak ważnym i charakterystycznym dla KIK-u, zbudowanym na wielopokoleniowych relacjach i wychowaniu do odpowiedzialności, widzę zalążek naszego „sukcesu”, o którym rozmawiamy: wytworzyliśmy w KIK-u bardzo wiele drobnych i trwałych połączeń międzyludzkich – relacji, wypróbowanych przyjaźni, doświadczenia współpracy – które były w stanie zaabsorbować energię powstałą w chwili kryzysu. Dzięki temu, że mieliśmy w KIK-u setki, tysiące palących się płomieni, to były one we właściwym momencie zdolne połączyć się w jeden wielki płomień i wytworzyć energię potrzebną do skutecznej pracy na rzecz drugiego człowieka.
Ogień ten zapłonął z wielką siłą w październiku 2021 roku, gdy powołaliśmy Punkt Interwencji Kryzysowej przy granicy polsko-białoruskiej. Wielu z nas, ja osobiście także, nie mogliśmy pogodzić się z tym, co od lata tamtego roku działo się w pobliżu granicy z Białorusią. Słyszeliśmy relacje aktywistów, którzy byli na miejscu, oraz mieszkańców tamtych okolic, widzieliśmy potem, co działo się w Usnarzu. Oglądaliśmy z daleka cierpienie setek uchodźców z krajów ogarniętych wojnami, zniszczonych przez katastrofy naturalne. Nie chcieliśmy być tylko obserwatorami ich dramatu. Gdy postanowiliśmy w KIK-u uruchomić przy granicy Punkt Interwencji Kryzysowej, na pierwsze spotkanie organizacyjne przyszło około sto osób, starszych i młodszych, studentów i emerytów, w zdecydowanej większości kobiet. Sto płomieni. Wszyscy myśleli podobnie – nie możemy biernie przyglądać się cierpieniu tych ludzi. Byli gotowi jechać na granicę choćby kolejnego dnia. Uruchomienie PIK-u było oczywiście bardziej skomplikowane: musieliśmy znaleźć bazę (stał się nią prywatny dom użyczony przez jedna z rodzin), przeszkolić się, zaopatrzyć w niezbędne materiały potrzebne ludziom w lesie, wyposażyć wolontariuszy, domknąć wszystkie niezbędne formalności. Ale dzięki tej energii PIK otworzyliśmy w ciągu jednego tygodnia, 15 października, a już dzień później byliśmy na pierwszej leśnej interwencji.
Być może w tym miejscu uwidacznia się różnica między KIK-iem, środowiskiem, wspólnotą rodzin, także pokoleń, a organizacjami działającymi w obszarze pomocy humanitarnej „profesjonalnie”. Wiele z nich nie było w stanie wygenerować takiej energii, która pozwoliłaby w tak krótkim czasie uruchomić bazę, zgromadzić wolontariuszy i zacząć działać. Nas niosła wspólnota wartości i zaufanie, bo nie było czasu na nieufność. Wspólnota doświadczeń, bo wszyscy – od dziesięcioleci – jeździliśmy na KIK-owsie obozy wakacyjne, wiemy, jak poradzić sobie w lesie. Zaufaliśmy sobie nawzajem, bo wiedzieliśmy, że prowadzi nas ten sam nakaz: trzeba ratować człowieka w potrzebie.
Gdy rozpoczęła się kolejna faza wojny Rosji z Ukrainą, już 24 lutego zorganizowaliśmy w KIK-u pierwszą naradę, co możemy jako KIK zrobić. Eksplozję wielkiej międzyludzkiej energii i pokładów dobra trzeba było zagospodarować. Na naszą korzyść jako organizacji społecznej grał fakt, że mieliśmy już doświadczenia niesienia pomocy Ukrainkom i Ukraińcom, zwłaszcza w trakcie Pomarańczowej Rewolucji i Euromajdanu, oraz nawiązane wtedy kontakty. To bardzo ważne, bo nie wystarczy chcieć działać, trzeba wiedzieć, gdzie i w jaki sposób, rozpoznać potrzeby i zarządzić energią, by dotarła tam, gdzie będzie najbardziej potrzebna. Gdy mówię o kontakcie, to – posługując się obrazowym porównaniem – trzeba pamiętać, że aby popłynęła energia, do kontaktu należy włożyć wtyczkę, dopiero to połączenie umożliwi przepływ energii. Samo źródło energii nie wystarczy, trzeba wiedzieć, gdzie znajdują się kontakty i co energia ma zasilić. I podobnie było w naszym przypadku, bo bardzo szybko, już 26 lutego, otrzymaliśmy zgłoszenie o potrzebie ewakuacji z terytorium Ukrainy sierocińca, w którym znaczna część dzieci miała sprzężone niepełnosprawności. Było to zadanie, którego sobie nie wybieraliśmy, ono się pojawiło dzięki temu, że byliśmy już znani jako KIK wśród ukraińskich partnerów. Dzięki ciężkiej pracy setek KIK-owskich wolontariuszy udało nam się ewakuować z zagrożonych bombardowaniami terenów łącznie około siedemset pięćdziesiąt osób, z czego czterysta pięćdziesiąt to były dzieci, młodzież i młodzi dorośli z głębokimi, często sprzężonymi niepełnosprawnościami. To były bardzo trudne ewakuacje, bo nasze państwo i jego struktury nie było na nie przygotowane. Proszę spróbować sobie wyobrazić dzieci godzinami jadące autokarami z zagrożonych rosyjskimi bombardowaniami terenów Ukrainy, bez potrzebnego sprzętu medycznego, bez dostępnych środków higienicznych, bez specjalistycznego sprzętu do karmienia, które następnie wolontariusze przenoszą do kolejnych autokarów, a na końcu tej drogi, do zorganizowanych – także naprędce, czy załatwionych niemal cudem – miejsc noclegowych. Pamiętam szczególnie jedną z kilku organizowanych przez KIK ewakuacji, gdy w ciągu 10 godzin musieliśmy zorganizować zespół wolontariuszy, lekarzy, tłumaczy, ambulans, zdobyć miejsce dla całej stuczterdziestoosobowej grupy dzieci i ich opiekunów, którzy od trzydziestu godzin jechali z Krzywego Rogu do Warszawy. To, że wszystko się udało, nazywam cudem. Cud ten zaś był możliwy dzięki tym niesamowitym jednostkowym generatorom energii, którym był wówczas każda i każdy z nas i tej sieci połączeń uplecionej z wzajemnego zaufania wynikającego ze wspólnoty doświadczeń i wspólnoty wartości.
Kolejnym etapem na drodze zarządzania tą energią było nawiązywanie współpracy ze strukturami państwowymi i samorządowymi. I tu, jako pewną „ciekawostkę”, trzeba powiedzieć, że pozyskaliśmy do naszych działań nową „wolontariuszkę”, panią prezydentową Agatę Kornhauser-Dudę. Od początku wiedzieliśmy, że ewakuacje, które organizowaliśmy lub wspieraliśmy, nie mogą wyglądać, jak do tej pory. Bezpieczeństwo, zdrowie ewakuowanych dzieci wymaga zaangażowania struktur i zasobów państwa. Udało się. Pani prezydentowa pomogła nam dotrzeć do odpowiednich służb, które przy kolejnych ewakuacjach zapewniały po stronie polskiej właściwe zabezpieczenie medyczne. A razem z panią prezydentową Niemiec i naszym zespołem wolontariuszy, znalazły ośrodki w Niemczech, w których miejsce i profesjonalną opiekę znalazły wszystkie dzieci ewakuowane spośród pięciu grup (jedna grupa została w Polsce). Do tych ośrodków dzieci były już transportowane samolotami wojskowymi i samolotem prezydenckim.
Skumulowana w KIK-u energia znalazła ujście jeszcze w kilku zadaniach, które wymagały pilnego działania. Jednym z nich był to Hostel Interwencyjny dla nieukraińskich uchodźców z Ukrainy. Zauważyliśmy przy granicy z Ukrainą i w Warszawie, że przy całym polskim zrywie serc i umysłów, pozostaje grupa – niejednorodna, choć bardzo liczna – nieotrzymująca potrzebnego jej wsparcia. Byli to uchodźcy z Ukrainy, niejednokrotnie mieszkający tam i żyjący od bardzo wielu lat, którzy nie posiadali jej obywatelstwa, np. studenci, wykładowcy, pracownicy z krajów Afryki czy Azji. Nie zostali oni objęci przez Polskę tymi samymi programami wsparcia, co większość uchodźców wojennych z Ukrainy, nie byli także tak ochoczo przyjmowani do polskich domów. Udało nam się dość szybko, bo już 2 marca, uruchomić Hostel Interwencyjny w Warszawie, w którym schronienie na kilka dni, a więc też czas na uspokojenie emocji, upranie rzeczy, odespanie, pomoc medyczną, nawiązanie kontaktu z ambasadą, rodzina czy znajomymi, a więc ogólnie rzecz ujmując zastanowienie się, co dalej, znalazło od początku marca do końca maja 2022 roku niemal siedemset osób czterdziestu różnych narodowości. Przez te kilka miesięcy działania Hostelu pracowało przy nim w wymiarze 24/7 około dwustu wolontariuszy.
Jako Klub Inteligencji Katolickiej mamy doświadczenie w wychowaniu dzieci i młodzieży, budowaniu kultury współpracy i powierzania odpowiedzialności, znamy się na wychowywaniu do dojrzałej duchowości chrześcijańskiej i świadomego, odpowiedzialnego życia społecznego. Wybuch nowego etapu wojny za wschodnią granicą Polski wygenerował w naszym środowisku nowe formy zaangażowaniu na rzecz drugiego człowieka. Ta nowa sytuacja sprawiła, że odkryliśmy w sobie, w naszym KIK-owskim środowisku, że to co nam znane, czym na co dzień żyjemy, możemy wykorzystać w nowy sposób. Dlatego szukaliśmy naturalnie takich obszarów, które nie zostały należycie zaopiekowane. Już w marcu 2022 r. taką „lukę” dostrzegliśmy w kwestii zabezpieczenia zdrowia psychicznego, poczucia bezpieczeństwa i rozwoju dzieci, uchodźców wojennych, które wraz z matkami lub babciami przybyły do Polski. Dlatego zdecydowaliśmy o konieczności otworzenia ukraińskiej szkoły, która zaopiekuje wskazane potrzeby dzieci (i rodziców). W trzy tygodnie, między 17 marca (pomysł), a 11 kwietnia (pierwszy dzwonek w szkole) 2022 r., we współpracy z partnerami, w tym z Fundacją Ukraiński Dom, uruchomiliśmy pełnowymiarową szkołę – SzkoUA – dla dzieci z Ukrainy, które zamieszkały w Warszawie. Warszawska Szkoła Ukraińska działa do dziś, od samego początku uczy się w niej 270 uczniów, w 11 klasach (po jednej z każdego rocznika), i pracuje około 30 ukraińskich nauczycielek, uchodźczyń wojennych, którzy w swoim ojczystym języku realizują ukraiński program nauczania. Nie chodzi jednak tylko o naukę – stworzyliśmy miejsce, w którym dzieci czują się bezpieczne pośród swoich rówieśników, co daje szansę wyjścia z traumy, której doświadczyły uciekając z rodzinami z Ukrainy.
To tylko kilka najnowszych przykładów zaangażowania ludzi KIK-u na rzecz drugiego człowieka w potrzebie. Kryzys humanitarny na granicy polsko-białoruskiej oraz pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę stały się katalizatorem energii zgromadzonej w naszym środowisku. Bez wieloletniego, specyficznego dla Klubu Inteligencji Katolickiej zogniskowania codziennych działań na wychowaniu do odpowiedzialności za siebie, za innych, nie udałoby nam się w tak krótkim czasie skoordynować skutecznie, jak się zdaje, dość odpowiedzialnych i potrzebnych działań. A różnorodnych generatorów gromadzących energię społeczną jest w Polsce całkiem dużo.
Ale nawet największy płomień potrzebuje stałego dostępu do tlenu – wsparcia finansowego, bez niego szybko przygaśnie, a tląc się, nie da nikomu ciepła, nikomu nie wskaże drogi i nie oświetli jej, aby dać właściwe poczucie bezpieczeństwa. Płomień KIK-u miał sporo szczęścia – stosunkowo szybko nawiązaliśmy partnerstwa z organizacjami, fundacjami, firmami, sektorem bankowym, które na tym pierwszym etapie zaopatrzyły nas w tlen. Nie bez znaczenia były też pojedyncze dawki tlenu od „zwykłych” obywateli. Jako organizacja świetnie więc rozumiemy, jak ważne jest nie tylko akumulowanie energii ludzi i zarządzanie nią, ale i jak wymagające i kosztowne jest jej podtrzymanie. Może zatem i na tym polega społeczna odpowiedzialność biznesu, by nie tylko w czasie próby rozpoznawać miejsca, w których akumuluje się energia zdolna zmieniać rzeczywistość, ale by na co dzień odnajdywać takie generatory, które także w czasie pokoju akumulują energię społeczną i stale zasilać je tym tlenem, który w organizacjach (generatorach) społecznych kończy się najszybciej i którego deficyt my – ludzie trzeciego sektora – znamy, jak mało kto. Także bowiem w zakresie generowania energii społecznej perpetuum mobile nie istnieje. Generatory energii społecznej (organizacje społeczna) zajmujące się na co dzień akumulowaniem i przygotowaniem społeczeństwa obywatelskiego do podjęcia wyzwania, w czasie który będzie tego wymagał – same nie są w stanie jednocześnie produkować tlenu niezbędnego do podtrzymywania płomienia dziesiątek, setek czy tysięcy ludzi, którzy w godzinie próby będą przygotowani, by stanąć na wysokości zadania.
PUNKT INTERWENCJI KRYZYSOWEJ przy granicy polsko-białoruskiej, uruchomiony i prowadzony przez Klub Inteligencji Katolickiej w Warszawie.
– kto jest inicjatorem (jaka osoba bądź osoby, może instytucja, jakaś grupa…?)
Klub Inteligencji Katolickiej w Warszawie.
– jakie były przyczyny oraz jakie postawiono sobie cele?
Podstawową przyczyną powstania PIK-u był kryzys humanitarny przy granicy polsko-białoruskiej, którego ofiarami stali się uchodźcy szukający bezpiecznego życia, próbujący przedostać się do Polski. Była to sytuacja, na którą jako obywatele mogliśmy, musieliśmy zareagować – dzieje się bowiem na tyle blisko, że nie reagowanie na nią byłoby w istocie ignorowaniem cierpienia ludzi, którym można pomóc. Jedną z przyczyn powstania PIK-u była też niezgoda z konsekwentną polityką polskiego rządu wobec kryzysu humanitarnego oraz empatia wobec dramatu ludzi i potrzeba sprawczości.
– jak przebiegało działanie – na czym ono polegało (zarówno rzeczy pozytywne, jak i problemy, potknięcia, wyzwania…)
Pierwszy działaniem było stworzenie bazy przy granicy polsko-białoruskiej. Należało znaleźć odpowiednie miejsce na bazę PIK-u (stał się nią prywatny dom), wyposażyć je i dostosować do potrzeb pracy wolontariuszy oraz przygotować przestrzeń magazynową. Kolejnym wyzwaniem było skoordynowanie wolontariuszy i ich pracy w bazie, stworzenie systemu funkcjonowania bazy PIK-u, przeszkolenie wolontariuszy, zapewnienie im wsparcia psychologicznego i prawnego oraz finansowania pracy PIK-u.
Stałym wyzwaniem jest utrzymanie bazy PIK-u w stanie gotowości – ciągła obecność zespołu wolontariuszy gotowych do interwencji w lesie, zaopatrzenie magazynów, kontrola stanu pojazdów i ich utrzymanie, szkolenie nowych osób.
Jednym z większych wyzwań jest nieprzychylność służb mundurowych, pracujących przy granicy polsko-białoruskiej. Stałą częścią naszej pracy są regularne kontrole (tzw. checkpointy) samochodów, połączone nieraz z próbami przeszukania samochodu, czy zabrania telefonów; legitymowanie przez wojsko, wojska obrony terytorialnej, straż graniczną czy policję w trakcie przebywania w lesie (nawet na szlaku leśnym lub drodze). Kulminacją tego typu działań represyjnych był nalot policji na bazę PIK-u w grudniu 2021 roku, w trakcie którego policja zarekwirowała prywatny sprzęt – telefony i laptopy – wolontariuszy oraz przesłuchiwała ich. Kolejny kryzys miał miejsce w marcu 2022 roku, gdy policja zatrzymała wolontariuszkę PIK-u pod zarzutem pomocnictwa w nielegalnym przekroczeniu granicy. Obie sprawy zostały przez sądy uznane za niezasadne oraz, że nie ma żadnych podstaw do zatrzymywania osób niosących pomoc migrantom i uchodźcom przekraczającym polsko-białoruską granicę.
Działanie PIK-u polega na udzielaniu podstawowej pomocy humanitarnej osobom znajdującym się w lesie, będących w sytuacji zagrożenia zdrowia i życia – dostarczeniu im ciepłych i suchych ubrań, podstawowym opatrzeniu ran, dostarczenie leków, wody i jedzenia.
– jakie były/są efekty?
W okresie od 15.10.2021 r. do 31.08.2023 r.:
– Przeszło 500 interwencji humanitarnej i dostarczona pomoc przeszło 1500 osobom.
– Zaangażowanie i praca przy granicy polsko-białoruskiej ponad 250 wolontariuszy i wolontariuszek (od początku działania PIK-u), przy wsparciu pracowników administracyjnych Klubu Inteligencji Katolickiej.
– Zatrudnienie 6 osób do prowadzenia i koordynacji działań PIK-u.
– Nawiązanie współpracy z wieloma organizacjami, które także działają przy granicy polsko-białoruskiej wspierając ją od strony organizacyjnej, rzeczowej i finansowej lub niosąc bezpośrednią pomoc uchodźcom: między innymi Grupą Granica, Fundacją Batorego, Helsińska Fundacją Praw Człowieka, Polskim Forum Migracyjnym, Wir Packen’s an, Stowarzyszeniem Egala, Polską Akcją Humanitarną, Fundacją Bezkres, Choose Love, i inne.







